Zakochałam się w Seafort Saga od samego początku. Cudowny świat, bezlitosny, brutalny i piękny. Główny bohater, który jest niekompetentnym idiotą i *wszyscy to wiedzą*. To nie jeden z tych przypadków, kiedy bohater jest ciulem, a cały świat przedstawiony i autor wmawiają ci, że jest inaczej. O nie. Nicky jest beznadziejny i autor to wie. Co więcej: Nicky też to wie. I w całej tej serii (no dobrze: pierwszych 4 tomach tej serii) pełno jest rzeczy cudownych i strasznych, ale zakończenie… zakończenie miażdży:

But yet …
In the silence of the night I sit at the side of my bed, robe thrown over my bare shoulders, and I wonder …
How is it that I know that You are a God of mercy, a God of love, yet, nonetheless, I know equally well You must not forgive me?
You see, if You could forgive the frightful evil I’ve done, then, Lord God, I’m sorry, I could not believe in You. For the sake of the children, if naught else, You must mete justice, and I, of all men, have earned punishment.
But after I return to bed, and lie sleepless through the waning night, sometimes a still, small voice wonders, Oh, Lord God, surely You knew what You were doing, when You fitted my cog into the complex interwoven gears of Your creation?
You made me what I was, and You provided the circumstances by which I threw myself from Grace. It was You who made it appear that my world and its people could not be saved unless I led those bright trusting children to their doom.
And then, I ask:
Lord God?
Lord, why hast Thou forsaken me?

David Feintuch „Fisherman’s Hope”