Wpełzłam na moją ulubioną stronę z dowodami na to, że dla ludzkości nie ma już nadziei (ani nawet nadzieji) w zupełnie niewinnym celu – sprawdzenia objętości książki („Kwarantanny” Egana), żeby sobie dopisać parę centymetrów w wyzwaniu wzrostowym. Oczywiście zanim sprawdziłam to co mnie interesowało w masochistycznym zrywie zjechałam na dół popodziwiać opinie.

Do sięgnięcia po tę pozycję w głównej mierze skusił mnie gatunek książki, czyli si-fi. Niestety, wizja przyszłości była opisana, w sposób wręcz naukowy.

Mikulec, LC

I właściwie to zastanawiam się… gdzie tu problem? Czy Mikulec nie wie co oznacza skrót, którym się posługuje? Czy ogranicza gatunek do jednej tylko odnogi (podejrzewam marne space opery)? A jeśli tak, to dlaczego? Czyżby hard sf było takim marginesem, że przeciętny zjadacz czipsów nie jest w stanie nawet ogarnąć umysłem jej istnienia? Nie twierdzę, że każdy musi lubić twardą sf, ale do diabła to jest właśnie sf! Fantastyka NAUKOWA. To że są kosmosy nie znaczy że coś jest sf, do diabła >.<

Niniejszy wpis rozpoczyna nowy cykl – Perły i wieprze LC. Tak, to niska rozrywka, ale co poradzić…