Grabiński, mocno lansowany przez Bookrage, to twórca specyficzny. Co bynajmniej nie oznacza, że nie jest godzien uwagi. Lubię te epokę, lubię ten styl. Spodobało mi się poczucie humoru autora i niesamowity klimat jego tekstów. No i poza wszystkim – przecież one są o kolei. I wszystko było miło i przyjemnie aż dotarłam do opowiadania, które… które było złe. Samo założenie – historia człowieka, który nijaki „na lądzie” dopiero w ruchu staje się kimś innym, kimś demonicznym, kimś opętanym prędkością – jest dobre. Ba! Bardzo dobre. Niestety w trakcie wszystko poszło nie tak. Próbka poniżej. +18 i dla osób o mocnych nerwach.

Wtedy gibka jak kot zesunęła się z poduszek i znalazła w ramionach Godziemby. Pocałunkiem cichym a mocnym złączyli spragnione usta i spletli się w długim, pożądliwym uścisku. Piersi jej młode, w zapędy krwi bogate, przywarły doń palącą pieszczotą i podała mu wonną konchę swego ciała… Godziemba brał ją. Brał jak płomień w skwarze pożaru, co niszczy i trawi, i spala, brał jak wicher w rozpasaniu szałów, swobodny, wolny stepów brat. Drzemiące żądze wybuchły czerwonym krzykiem i potargały wędzidła. Rozkosz, ujęta zrazu w ryzy strachu, tłumiona kręgiem ostrożności przerwała w końcu tamy i przelewała się zwycięsko poza brzegi purpurową falą. Nuna wiła się w spazmach zapamiętania, tarzała w skurczach miłości i bólu bez granic. Ciało jej, skąpane wodą górskich rzek, smagłe od wiatru hal i połonin pachniało wonią ziół, tęgą, surową, zawrotną. Jej młode, miękko na kłębach sklepione biodra otwierały się jak wstydliwe pęcze róży i chłonęły w siebie, wsysały miłosną daninę. Płowe warkocze, wyzwolone z krępujących spięć spadły łagodną linią na ramiona i otoczyły go przetowłosą więźbą. Łkania wstrząsały piersią, spieczone usta wyrzucały jakieś słowa, zaklęcia…

S. Grabiński, W przedziale