Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Archive for the ‘ Za co kocham… ’ Category

Zakochałam się w Seafort Saga od samego początku. Cudowny świat, bezlitosny, brutalny i piękny. Główny bohater, który jest niekompetentnym idiotą i *wszyscy to wiedzą*. To nie jeden z tych przypadków, kiedy bohater jest ciulem, a cały świat przedstawiony i autor wmawiają ci, że jest inaczej. O nie. Nicky jest beznadziejny i autor to wie. Co więcej: Nicky też to wie. I w całej tej serii (no dobrze: pierwszych 4 tomach tej serii) pełno jest rzeczy cudownych i strasznych, ale zakończenie… zakończenie miażdży:

But yet …
In the silence of the night I sit at the side of my bed, robe thrown over my bare shoulders, and I wonder …
How is it that I know that You are a God of mercy, a God of love, yet, nonetheless, I know equally well You must not forgive me?
You see, if You could forgive the frightful evil I’ve done, then, Lord God, I’m sorry, I could not believe in You. For the sake of the children, if naught else, You must mete justice, and I, of all men, have earned punishment.
But after I return to bed, and lie sleepless through the waning night, sometimes a still, small voice wonders, Oh, Lord God, surely You knew what You were doing, when You fitted my cog into the complex interwoven gears of Your creation?
You made me what I was, and You provided the circumstances by which I threw myself from Grace. It was You who made it appear that my world and its people could not be saved unless I led those bright trusting children to their doom.
And then, I ask:
Lord God?
Lord, why hast Thou forsaken me?

David Feintuch „Fisherman’s Hope”

To chyba najdłuższy cytat na blogu (pomijając jakieś autocytaty), ale jest tego wart <3 Zawiera pewne, ale bardzo ogólne, spoilery jeśli ktoś nie czytał pierwszej części lub pierwszej trylogii (w zależności od tego ile się kto domyślił po pierwszym tomie ;) )

And he asked a flood of questions along the way, questions partly because he wanted to know, and partly to engage Kaplan: What’s down there? he asked. What’s that way?
“Can’t say, sir.”
For the third or fourth time Kaplan said so, this particular denial at what seemed to be a relatively main intersection in the zigzag weave of corridors.
“Well, why don’t we just go there and find out?”
“Can’t take you there, sir. Not on the list.”
“Oh,” Bren said, lifting both brows. “There’s a list.”
At that, facing him and with Banichi and Jago looming over him, Kaplan looked entirely uneasy.
“Can we see this list?” Bren asked him.
“I get it from the exec, sir. I can’t show it to you.”
“Well” Bren said, and cheerfully rattled off in Ragi, “I think we might as well nudge gently and see what will give. Kaplan-nadi’s restricting what we see, but he’s not in charge of that decision himself. He’s getting his orders from higher up. —What would you like to see, Nadiin?”
“Where does the crew live?” Banichi asked.
“Excellent suggestion,” Bren said, and looked at Kaplan, who did not look confident. “Nadi, where is the crew?”
“Where’s the crew, sir?”
“What do you do when you’re not on duty, Kaplan?”
“We go to rec, sir.”
“Good.” In some measure, despite the ferocious-looking equipment and the eyepiece, Kaplan had the open stare of a just-bloomed flower. “We should see rec, then, Kaplan-nadi. Or is that on the list of things we definitely shouldn’t see?”
“The list goes the other way, sir. It’s things you can see.”
“Well, that’s fine. Let’s go look at all of those, and then when you’re tired, we can go to this recreation place. That’s rec, isn’t it?”
“Yes, sir. I’ll ask about rec, if you like.”
“Why don’t you do that while we tour what we’re supposed to see? Take us to all those places.”
“Yes, sir,” Kaplan murmured, and then talked to his microphone in alphabet and half-words while they walked. “Sir, they’re going to have to ask a captain about rec, and they’re all—”
“In a meeting.”
“Yes, sir.”
“Well, tell them we just walked off and left you. All of a sudden I’m very interested in rec. I suppose we’ll find it. Are you going to shoot us?”
“Sir, don’t do that.”
“Don’t overreact,” Bren said in Ragi, “and above all don’t kill him. He’s a nice fellow, but I’m going to walk off and leave him, which is going to make him very nervous.”
“Yes,” Jago said, and Bren walked, as Banichi and Jago went to opposite sides of the corridor. He’d give a great deal to have eyes in the back of his head. He knew, whatever else, that Kaplan wasn’t going to shoot him.
“Sir?” he heard, a distressed, higher-pitched voice out of Kaplan. Then a more gruff: “Sir! Don’t!”

C.J. Cherryh, Precursor

Za co kocham… Inne pieśni

Za całokształt. Za to, że czytam je chyba szósty raz i cały czas przezywam tak samo. Za to, że po każdym rozdziale mam ochotę pisać na shoucie, że to był mój ulubiony.

Za całokształt.

 

— Siedzicie przy tym waszym biurku, w stosach papierów, od rana do wieczora przepisujecie kolumny liczb, urodziliście się pod morfą Roga, sprzeciwić się zwierzchnikowi — to nie do pomyślenia, jesteście najpospolitszym karaluchem biurokracji, nawet sny macie symetryczne, zbilansowane i patriotyczne, perwersje mieszczańskie, marzenia papierowe i nałogi statystyczne, Babuczkinową rżniecie, gdy Czarnoksiężnika zbierze chuć, Babuczkinową bijecie, gdy nad Uralem zagrzmią burze, płodzicie Babuczkinięta o ślepiach wdowich, raz opowiedzieliście antykratistosowy dowcip, jeszcze się wam łapki trzęsą — jak taka moskiewska ukraka mogłaby się w ogóle zdobyć na Zdradę?

Jacek Dukaj, Inne pieśni, s. 542

Aurelia, Panna Mgielna, zwróciła się z powrotem do Babuczkina.
— Co z nim zrobimy?
Babuczkin pokazał jej Odwrócone Rogi. Strategos pokręcił głową.
— Niech ci to nie wejdzie w krew — rzekł, pochyliwszy się nad Księżycanką. — Siła jest w samej potencji, w możliwości wyboru, nie zaś w wyborze już dokonanym. Moglibyśmy go usunąć — ale po co? A poza tym to wierny sługa Pani. Prawda, Babuczkin?
— Mam szonę i cieci.
— To oferta czy groźba? Ale nie bój się, teraz już przesądzone, w niczym nie przeszkodzisz. No, uciekaj.
Skryba obejrzał się na schody, przestąpił z nogi na nogę, oblizał wargi — na ich oczach łamał się z jednej Formy w drugą — i koniec końców nie ruszył się z miejsca.
— Bójdę sfami.
— Masz żonę i dzieci.
— A bies je jebał.

Jacek Dukaj, Inne pieśni, s. 543

SCOTT: What did they offer you, Uhura?
UHURA: Oh, nothing really important. Just immortality.

Star Trek: TOS S02E08 „I, Mudd”

KIRK: We want the Enterprise.
ALICE 471: The Enterprise is not a want or a desire. It is a mechanical device.
KIRK: No, it’s a beautiful lady, and we love her.

Star Trek: TOS S02E08 „I, Mudd”

Swoją drogą, muszę wrócić do Altaira… Kiedyś…

Za co kocham… Czechowa

ALICE 118: You desire something else, lord?
CHEKOV: What a shame you’re not real.
ALICE 322: We are real, my lord.
CHEKOV: Oh, I mean real girls.
ALICE 118: We are programmed to function as human females, lord.
CHEKOV: You are?
ALICES: Yes, my lord.
CHEKOV: Harry Mudd programmed you?
ALICES: Yes, my lord.
CHEKOV: That unprincipled, evil-minded, lecherous kulak Harry Mudd programmed you?
ALICES: Yes, my lord.
CHEKOV: This place is even better than Leningrad.

Star Trek: TOS S02E08 „I, Mudd”

W szale wydawania pieniędzy nabyłam między innymi takie cudo :3

Za co kocham Murakamiego

Murakami zawsze miał talent do zasypywania czytelnika mocnymi cytatami. 1Q84 nie odbiega pod tym względem od reszty.

Posuwam się, więc jestem.

Wścieka się bardzo gwałtownie. Tak że mu nieomal wywala korki.

– mówił pan o rachunku całkowym jakby panu zależało
– Aha – stwierdził Tengo. Nigdy wcześniej nikt mu czegoś takiego nie powiedział.

- Po prostu lubi szpinak. Lubił już jako szczeniak.
– Ale może przez to zaczął mieć niebezpieczne myśli?
– To niewykluczone – powiedział Tamaru.

Gdyby miał w dłoni bambusowy miecz, pewnie nie dałby się tak łatwo pchnąć nożem, ale normalny człowiek nie rozmawia z inkasentem NHK z mieczem w dłoni. No i normalny inkasent NHK nie nosi w teczce kuchennego noża.

Pokój wyglądał tak, jakby upłynęło wiele lat od czasu, gdy postanowił twardo, że nie powita serdecznie nikogo z odwiedzających.

Tych, którzy znali się tak dobrze jak Aomame na kopaniu w jądra, można prawdopodobnie policzyć na palcach jednej ręki. Dzień po dniu studiowała różne sposoby kopania, nie opuszczała się w ćwiczeniach praktycznych. W kopaniu w jądra najważniejsze było odrzucenie jakiegokolwiek wahania. Zaatakować najsłabszy punkt przeciwnika, bezlitośnie, gwałtownie, niespodziewanie. Tak samo jak Hitler, który ignorując i gwałcąc deklarację neutralności Holandii i Belgii, zaatakował słaby punkt linii Maginota i zmusił Francję do kapitulacji. Nie wolno być niezdecydowanym. Sekunda wahania może się okazać fatalna w skutkach.

Lubiła wino i sake, ale chcąc w trosce o wątrobę zminimalizować spożycie cukru, przez trzy dni w tygodniu w ogóle nie pila alkoholu.

Abstynentka XD

To świat jak ze wspaniałej powieści łotrzykowskiej. Zachowajmy spokój i cieszmy się intensywnym zapachem zła.

Jaką korzyść mają geny z istnienia na świecie takich ludzi? Czy te perwersyjne epizody cieszą je, są dla nich interesującym bodźcem, czy też geny wykorzystują je do jakiegoś celu?

– Jak myślisz, co mi się przypomina, kiedy patrzę na twoją pierś i dotykam jej? – zapytała go.
– Nie mam pojęcia.
– Brama fortecy z filmów Akiry Kurosawy.
– Brama fortecy – powtórzył Tengo, głaszcząc jej plecy.
– No w tych starych, czarno-białych filmach jak Tron we krwi czy Ukryta forteca są takie wielkie, mocne bramy zamkowe, prawda? Takie z wieloma solidnymi okuciami. Zawsze je sobie przypominam. Wytrzymałe, potężne.
– Ale ja nie mam okuć – powiedział.
– Nie zauważyłam, że nie masz – odparła.

Zrozumiał, że uwodzi je za pomocą matematyki. Jego talent oratorski był rodzajem intelektualnej gry wstępnej. Funkcje głaskały po plecach, twierdzenia były gorącym oddechem obok ucha.

Kiedy warto przeczytać oryginał tylko po to, żeby w pełni docenić fika, no to robi się dziwnie, co? Panie i panowie Harry Potter and the Methods of Rationality (to oczywiście tylko niektóre ładne rzeczy, właściwie jakbym chciała oddać sprawiedliwość zajebistości tego fika to musiałabym go całego zacytować ;) ). Link znajduje się w sekcji „aktualnie czytane”

It’s okay to bribe people with books, right? That’s a -”
„Family tradition.”
„Yes, exactly.”

Sometimes good intentions weren’t enough, sometimes you had to be sane…

”Clearly I have much left to learn about the art of proper pessimism.”

„So now I’ve got to find some way to kill an immortal Dark Wizard,” Harry said, and sighed in frustration. „I really wish you had told me that before I started shopping.”

“As soon as I’m old enough I’m going to rape her.”

Malfoy FTW :D

I CAN DO MAGIC! FEAR ME, LAWS OF PHYSICS, I’M COMING TO VIOLATE YOU!

„What is your ambition?”
„Oh,” said Harry. „Um..” He organized his thoughts. „To understand everything important there is to know about the universe, apply that knowledge to become omnipotent, and use that power to rewrite reality because I have some objections to the way it works now.” There was a slight pause.
„Forgive me if this is a stupid question, Mr. Potter,” said Professor Quirrell, „but are you sure you did not just confess to wanting to be a Dark Lord?”

Quirrel FTW X3

Be glad this just involves changing your mind sometimes, and not a human sacrifice!”
„Human sacrifice would be way easier!”

„I don’t suppose that if I suggested democracy was a better form of government than dictatorship -”
„I see,” said Professor Quirrell. His eyes closed briefly, then opened. „Mr. Potter, the stupidity of Quidditch is transparent to you because you did not grow up revering the game. If you had never heard of elections, Mr. Potter, and you simply saw what is there, what you saw would not please you. Look to our elected Minister of Magic. Is he the wisest, the strongest, the greatest of our nation? No; he is a buffoon who is owned in fee simple by Lucius Malfoy. Wizards went to the polls and chose between Cornelius Fudge and Tania Leach, who had competed with each other in a grand and entertaining contest after the Daily Prophet, which Lucius Malfoy also controls, decided that they were the only serious candidates. That Cornelius Fudge was genuinely selected as the best leader our country could offer is not a suggestion anyone could make with a straight face. It is no different in the Muggle world, from what I have heard and seen; the last Muggle newspaper I read mentioned that the previous President of the United States had been a retired movie actor. If you had not grown up with elections, Mr. Potter, they would be as transparently silly to you as Quidditch.”

TAK!!!

Harry was still a little shocked at the idea of pointing to a section of reality and calling it unscientific. Dad seemed to think that the conflict between his intuitions and the universe meant that the universe had a problem.

„Not Harry! Please… have mercy… have mercy…” Lily Potter, Harry thought, seemed not to understand what type of people became Dark Lords in the first place; and if this was the best strategy she could conceive to save her child’s life, that was her final failure as a mother.

Kocham. Tego. Fika.

Harry odkrył, że zwierzęta mogą być świadome, więc postanowił przejść na wegetarianizm. Niestety okazało się, że marchewki właściwie też mogą być świadome. Stąd dialog wewnętrzny jak następuje:

Just eat the students, said Hufflepuff. There’s no doubt about whether they’re sentient. You know you want to, said Gryffindor. I bet the young ones are the tastiest.

„You think you’re pretty cool, don’t you,” said Hermione.
„Why, yes,” said Harry. „Yes, I do. Some might call that arrogant, but am I supposed to be the last person in Hogwarts to notice how awesome I am?”

„I bet if we had Harry Potter with us, we’d run into three bullies and a hidden room full of treasure in the first five minutes. I bet that all General Chaos has to do is go to the bathroom and he, like, finds Slytherin’s Chamber of Secrets or something -”
Daphne couldn’t quite let that one go past. „You think Lord Slytherin would’ve put the entrance to the Chamber of Secrets in a bathroom -”

maybe Professor Snape did terrible things down there to innocent helpless young girls but that was probably just wishful thinking on her part.

She nodded, frightened and with a strange hope dawning in her heart (well, not exactly her heart).

Za co kocham Marię Boyd

Przeczytana jeszcze w zeszłym roku “Klementyna” wciąż nie doczekała się posta – a więc jadźiem z tym koksem :D „Clementine” Cherie Priest może poszczycić się cudowną główną bohaterką, więc jakże mogłabym nie wrzucić w odmęty internetu – tudzież chaszcze mojego lasu – paru konkretnych, krwistych cytatów, ha?

“You’re right. One hundred percent. And since you prefer to be so frank about it, yes, I’m here because I have absolutely no place else to go. If that pleases you, then kindly keep it to yourself. If this is some ridiculous show—some theatrical bit of masculine pride that’s titillated at the thought of seeing me brought low, then you can stick it up your ass and I’ll find my way back to Virginia now, if that’s all right with you.”

Grant wouldn’t have us back, so I don’t mind telling you that I don’t mind telling them that they can go to hell.

She reclined a few inches, which changed the angle of her cleavage in a way she’d found to be effective without overt. Then she said, “I know what you’re getting at, and I don’t like it. For whatever it’s worth, I’ve never been the whore they called me, but the Lord gives all of us gifts, and mine has never been my face.”

Before he could utter the last syllable, Maria’s patience had expired and her hands were on his collar, yanking him forward. She held him firmly, eye to eye, and told him, “Then it sounds like I don’t have time to be nice. I’d prefer to be nice, mind you—I’ve made a career out of it, but if time is of the essence then you’re just going to have to forgive me if I resort to something baser.” Flustered, he leaned back to attempt a retreat; but Maria dug her feet into the half-frozen dirt. As the ticket man learned, she was stronger than she looked. “Oh no, you don’t. Now put me on the ship to Jefferson City, or I’ll summon my employer and let the Pinkerton boys explain how you ought to treat a lady in need.”
“P—Pinkerton?”
“That’s right. I’m their newest, meanest, and best-dressed operative, and I need to get to Jefferson City, and you, sir, are standing between me and my duty.”

Behind a grocery store that dealt contraband ammunition out the back doors, Hainey and Simeon found Crutchfield Akers—a man with a hand-rolled cigarette sticking moistly to his bottom lip, and a pair of suspenders with eagles printed from top to bottom.

“We’re gentlemen through and through, we are.”
“I don’t believe you,” she said. Her gun didn’t believe them either.

he ran back to the low glass turret, where Maria Boyd had somehow managed to cram her entire bulk of skirts and corsetry into the chamber—but beside the chamber was a stack of undergarments. The engineer handed her the mask while staring at the petticoats.
“I know I said I wasn’t going to strip, but I had to make room, you understand.”

“Captain!”
“What?”
“What do I aim for?”
He yelled back, “Aim for the goddamned ship!”

“Woman, are you mad?” he demanded.
She said, “Yes! Or no! Or look—”

“And if it was terrible, you could bet old Minnericht had his fingers in it.” Lamar murmured, “Truer words were never spoken,”

Hainey looked over his shoulder and asked, “You know about Steen?”
“Not much.”
“Us either,” Lamar said. “But I wouldn’t mind having a word with him. I’m sure he’s a bastard, but he must be one devil of a scientist.”

“When we get to Louisville, if we can find him, you can ask him anything you want,” Hainey said.
“If I don’t feel the need to kill him first.”

“You have a point.”
“I usually do.”

“Because Steen is a wicked bastard. A fiend, and worse—but stronger language I’d shudder to deploy in front of the cat.

Lamar turned around then, and he said with a full-toothed grin, “We made some modifications before we left it. Hold onto your hat,” he said, and then seeing that she’d lost hers somewhere along the way, “Or, hold onto your knickers. Or whatever you’re still wearing. We’re going to make a very big bang.”

Marcin Lijewski sprawdził koreańskiego bramkarza z prawego skrzydła. Bramkarz pokazał, że nie jest brydżystą w przebraniu. Chwilę później Sławomir Szmal pokazał, że jest Sławomirem Szmalem.

http://www.zczuba.pl/zczuba/1,111861,8967797,Korea_Pld____Polska__czyli_MS_w_pilce_recznej_Z_Czuba.html?PageNumber=4