Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!

Archive for the ‘ sentymentalnie ’ Category

Wypisałam je już jakiś czas temu zaczepiona na facebooku, ale teraz kopnął mnie w zadek Inc, więc kopiuję i uzupełniam :)

Rzecz wiąże się oczywiście z krążącym po internetach wyzwaniem dotyczącym wypisania dziesięciu książek, które jakoś „pozostały” w życiu wyzwanego. Może są ludzie, dla których rzecz jest prosta, ale ja do nich z pewnością nie należę. 10 książek? Co to jest 10 książek? Nawet przy założeniu, że tylko niewielki procent tego co czytamy wpływa znacząco na nasze życie, dziesięć tytułów to straszliwie mało. Niemniej: zawsze podejmuję wyzwania, więc podniosłam rękawicę i wypisałam. Czy to jest perfekcyjna lista będąca efektem długich przemyśleń i analiz? Nie, zresztą byłoby to sprzeczne z ideą wyzwania, która zakłada wypisanie tytułów szybko i bez zastanowienia. nie ukrywam: trochę tego zastanowienia było, wykreślania, dopisywanie i ogólnego szaleństwa. Wiem zresztą – pewnie wszyscy wiedzą – że i wypisanie trzydziestu tytułów nie wyczerpałoby tematu. Czytając wpisy innych uczestników zrozumiałam też że są tytuły bardzo ważne, które akurat w tamtej chwili nie przyszły mi na myśl – chociażby „My, dzieci z dworca ZOO”, które przeczytałam wiele razy i do dzisiaj mam wrażenie, że znałam bohaterów osobiście. To cholernie ważna książka, która pozwoliła mi uniknąć wielu złych rzeczy.

A więc: lista. Kolejność jest zupełnie przypadkowa i nie wynika nawet z kolejności w jakiej tytuły przychodziły mi do głowy.

„Mroczny labirynt” K. Petek. Takie dokładnie wydanie mieliśmy w osiedlowej bibliotece.

„Mroczny labirynt” Krzysztof Petek

Czytałam ją niezliczoną ilość razy, znam praktycznie na pamięć, a jak zwiedzam jakiekolwiek ruiny, to zawsze mam w głowie przygody Jajca i spółki. Nie jest to zdecydowanie lektura, która zmienia człowieka na zawsze, ot, przygodówka dla młodzieży mocno czerpiąca z „Wakacji z duchami” (które też uwielbiam i też czytałam niezliczoną ilość razy) – w ogóle Petkowe pisanie to trochę taki Bahdaj dla starszych dzieciaków. Pytanie jednak szło o teksty, które w jakiś sposób ze mną zostały: ta powieść ze mną została i wciąż mam ją w głowie.


„Ojciec chrzestny” M. Puzo. Rozpadał się rękach tak był zaczytany.

„Ojciec chrzestny” Mario Puzo

Jedna z pierwszych „dorosłych” książek jakie przeczytałam (pierwszy był zbiór opowiadań Mastertona; no to już wiadomo co jest ze mną nie tak…). Potem pochłonęłam resztę cyku i ogólnie przez parę lat byłam totalnie zafiksowana na takiej wizji mafii. W liceum mi przeszło ;) Nie jestem pewna, czy „Ojciec chrzestny” wciąż ze mną jest, natomiast został ze mną na kilka lat i zmienił moją wizję świata (mafii). Do teraz zresztą jeśli mam do czynienia z jakimś mafijnym tematem (np. w „Sanctuary” lub „Heat”), to jakoś te skojarzenia wędrują do Puzo. Z całego cyklu o ile pamiętam najbardziej podobała mi się jednak inna książka, tylko już za cholerę nie pamiętam która to była… Był tam chyba jakiś Dante…?


„Extensa” J. Dukaja. Pierwsza jego książka jaką miałam w rękach. Potem poszedł zakup hurtowy.


„Extensa” Jacek Dukaj

Przeryła mi mózg i życie.


„Z zimną krwią” T. Capote. Właściwie nie wiem, czy miałam takie wydanie, ale chyba tak… A najbardziej pamiętam to zdziwienie na początku, jak było o tym, że ta rodzina nie piła herbaty D:


„Z zimną krwią” Truman Capote

Czytałam raz, ale znam na pamięć. Absolutnie bezkonkurencyjna. Tu nie ma czego opisywać, to trzeba po prostu… nie wiem, chyba nie „przeczytać”, tylko bardziej „przeżyć”.


„Ania z zielonego wzgórza” Lucy Maud Montgomery. Wydań miała mnóstwo i czytałam w kilku, ale to chyba też się przewinęło przez moje ręce.


„Ania z Zielonego Wzgórza” Lucy Maud Montgomery

Przeczytałam tylko dwa tomy i to w podstawówce (za to kilka razy) , ale te niesamowite postacie (Mateusz ;______________; ) zostały ze mną do dzisiaj (i serio mi smutno za każdym razem jak pomyślę o Mateuszu, chyba z żadną postacią nigdy nie byłam tam emocjonalnie związana. Wydaje mi się, że to w ogóle jest w tej książce najważniejsze (przynajmniej dla mnie): to doświadczenie śmierci bliskiej osoby. A teraz krótka przerwa, bo idę się wysmarkać i doprowadzić jakoś do porządku.


„Inne pieśni” J. Dukaja. Tę książkę *dosłownie* znam na pamięć.

„Inne pieśni” Jacek Dukaj

Mam je na dyplomie, niewątpliwie jakoś na mnie wpłynęły, chociaż tak naprawdę ta pozycja na liście to taki trochę kompromis, bo miałam w głowie tyle rożnych tytułów, że w końcu wpisałam taki, co do którego nie miałam poczucia, że wpisuję go kosztem jakiegoś innego, bo podpadają pod kategorię w której siedzą zupełnie samotnie. Niewątpliwie dały mi sporo jeśli chodzi o styl, nauczyły mnie mnóstwo o konstrukcji powieści i o kreowaniu świata za pomocą języka (z tego to mam w końcu tytuł naukowy ;) ). Nie wpłynęły na to za mnie specjalnie pod względem emocjonalnym.


„Koniec świata i Hard-boiled Wonderland” H. Murakami. Pierwsza książka tego autora, którą przeczytałam.

„Koniec Świata i Hard-boiled Wonderland” Haruki Murakami

Pierwsza książka Murakamiego, jaką przeczytałam i chyba wciąż moja ulubiona. No, „Norwegian Wood” też mi się niesamowicie podobało. Niesamowity klimat, a poza tym, pierwsze moje spotkanie z takim stylem, niespiesznym, niesamowicie szczegółowym. Chyba dlatego, że generalnie nie czytam powieści obyczajowych (bo mnie przepotwornie nudzą), takie skupienie na codzienności w jakiś sposób mnie urzekło. Inne książki Murakamiego jakoś mnie aż tak nie porwały, chociaż te starsze generalnie są spoko. Nowsze („Kronika ptaka nakręcacza” /tu nie jestem pewna daty wydania oryginału/, „Kawka nad morzem”, „1Q84″) są nudne i niestrawne.


„Skóra” Kathe Koja. Jedna z tych książek, do których nie chcę wracać i to jest miarą ich sukcesu.


„Skóra” Kathe Koja

To trochę taki „Grobowiec świetlików” wśród książek. Czytasz to raz i nie chcesz więcej mimo że bardzo ci się podobało. Książka o obsesjach. Klaustrofobiczna i straszna. Niesamowita.


„Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell. Nie znalazłam zdjecia tego wydania, które czytałam, więc podrzucam pierwsze :)


„Przeminęło z wiatrem” Margaret Mitchell

Bardzo długo nie mogłam się przekonać do choćby tknięcia kijem przez szmatę tego tytułu. Przecież to romans, na litość boską. A potem, jakoś tak w połowie, przyłączyłam się do oglądania ekranizacji. I wsiąkłam. Książka jest rzecz jasna lepsza od filmu, chociaż, kiedy zna się książkę ekranizacja zaczyna wydawać się idealna (tutaj głównie chodzi mi o postać Ashleya, która jest bezbarwna w filmie, ale – kiedy wie się o niej coś więcej niż pokazane na ekranie – widać, że aktor dobrany jest świetnie, a i rola dobrze zagrana). Tak, to jest romans (nie mam zamiaru wyciągać „Przmeinęło z wiatrem” z getta). Ale nie tanie harlekinowe romansidło, tylko epopeja o świecie, którego już nie ma – o Południu (tutaj ważny staje się Ashley, który jako jedyny zdaje sobie sprawę, z tego, że już nie ma odwrotu. Że kiedy wojna się skończy i tak nie będzie już świata, który go stworzył). Poza tym: Mitchell stworzyła najlepsze postacie w historii literatury. Nikt nie może się z nią równać, po prostu nikt.


„Kupieckie szczęście” C.J. Cherryh. Okładka z serii „każdy sąd by uniewinnił”

„Kupieckie szczęście” C.J. Cherryh

Straszliwie smutna i przerażająca książka. Niby drobiażdżek ale ilość paranoi, samotności i niezrozumienia zapełniłaby kilka opasłych tomisk. Do tego chyba nauczyłam się uważniej patrzeć na to jak moje zachowanie może być odbierane przez osoby, które mogą nie mieć pojęcia o moich motywach.

No, to by było na tyle. Oczywiście jest mnóstwo innych książek, które zasłużyły na wymienienie na takiej liście, ale skoro mam się ograniczyć do dziesięciu, to jest dziesięć.

…dźwięk dzieciństwa

Children of the Sun, see your time has just begun,
Searching for your way through Adventures every day.

Every day and night with the condor in flight
With all your friends in tow we search for the Cities of Gold

CHORUS:
(Ahhhh-ah-ah-ah) Wishing for the Cities of Gold
(Ahhh-ah-ah-ah) Someday we will find the Cities of Gold!

(Doo doo doo do doo – Ahh-ah-ah – Doo doo doo do doo) Cities of Gold

Children of the Sun, someday soon you’re gonna find
That your destiny holds the secret, holds the key

CHORUS

(Doo doo doo do doo – Ahh-ah-ah)
(Doo doo doo do doo) Cities of Gold

(Doo doo doo do doo) Cities of Gold
(Ahhh-ah-ah-ah) Someday we will find the Cities of Gold!

:3 Kocham to, mówcie sobie co chcecie. O. I chyba dojrzałam do zmiany dzwonka… tylko, hm, muszę znaleźć wersję mp3/wav bez gadanego wstępu…