Matthew Woodring Stover bardzo mnie zaskoczył. Sięgając po „Bohaterowie umierają” nie spodziewałam się niczego ponad zwyczajne czytadło. Bardzo się myliłam. Pisałam już o nim w kontekście wyzwania 30 dniowego, ale jakoś nie miałam okazji wrzucić cytatów.

W skrócie o „Bohaterowie umierają”: mistrzowskie połączenie erudycji i niskiej rozrywki, SF i fantasy, pytań o wolność i prawdę a przy tym krwi, flaków i wulgaryzmów. Imponująca rzecz.

 

Ach ci nadambitni rodzice…

Ojciec wychowywał Berne’a tak, by stał się jego bronią w walce z podludźmi, kształcił go od urodzenia na idealnego wojownika, ale, niestety, przez te wszystkie lata nigdy nie zadał sobie trudu, żeby zapytać Berne’a, co on sam chciałby robić, czy w ogóle chciał być bronią ostateczną.

Berne umie się poświęcić:

To przykre, że musiał zostawić zabicie Caine’a komuś innemu, ale w takich chwilach jak ta prawdziwi patrioci musieli być gotowi do poświęceń.

A bohater jest totalnym dupkiem, co jakimś cudem jest naprawdę fajne – a biorąc pod uwagę, że Caine jest Mary Sue, to coś oznacza ;)

Małostkowa – choć ogromna – część mojej duszy uśmiecha się szeroko, kiedy to słyszy.

Chciałbym znaleźć jakiś sposób, żeby powiedzieć o tym Pallas, nie wychodząc przy tym na beznadziejnego, małostkowego dupka, którym, oczywiście, jestem.

I jeszcze z „Ostrza Tyshalle’a” (tom 1)

Gdyby śmierć była czymś wyjątkowym, nie byłaby tak powszechnie dostępna.