Ale żeby tak jeden wybrać? O rany, rany… na pewno to co się kilkukrotnie działo w „Defenderze” C.J. Cherryh. No i to jak w trylogii „Conspirator”, „Deceiver” „Betrayer” z tego samego cyklu znalazł się mocny na Brena. Poza tym…? „Milkweed” Tregillisa i zamiana cukierkowego życia bohatera w koszmar. O tak. To zrobiło na mnie wrażenie.